100 kilometrów za 4 złote
Z RAFAŁEM RAMOTOWSKIM, właścicielem firmy 3XE – samochody elektryczne, rozmawia Kaja Kunicka
Czy nie łatwiej i taniej jest skonstruować nowy samochód elektryczny, niż przerobić stary?
- Budowa nowego auta to bardzo droga sprawa. Stworzenie nowego zawieszenia, układu hamulcowego, dokumenty homologacyjne, które są bardzo skomplikowane – to wszystko sprawia, że budowa nie jest opłacalna, a poza tym bardzo trudna. Dużo łatwiej jest przerobić auto, które rynek już przetestował, o którym wiemy, że jeździ jest sprawne, ma dobre kamulce, zawieszenie. Wówczas bez problemu wymienimy w samochodzie silnik i wypełnimy akumulatorami przestrzeń, jaka pozostaje po silniku. A budowa od nowa to olbrzymie koszty, które musiałyby być przerzucone na klienta.
Jakie auta są przerabiane w Pańskiej firmie?
- Najczęściej małe, typowe miejskie samochody. Ograniczeniem jest zasięg jazdy na jednym ładowaniu – do 100 km. W tej chwili przerabiamy smarta i on będzie naszym pokazowym samochodem.
Czyli jednak tylko małe…
- Zdradzę pani, że przymierzamy się do przerobienia autobusu. Klienci pytają nas również, czy nie przerobiliśmy motocykla. W przyszłości o tym pomyślimy.
Rozumiem, że mając auto przerobione na energię nie możemy już korzystać z silnika benzynowego?
- Cała zaleta samochodu elektrycznego polega na tym, że jest wyposażony tylko w silnik elektryczny – oszczędny i ekologiczny. Przejechanie tych 100 km kosztuje 4 do 5 zł.
Jak zmienia się wygląd samochodu po przeróbce? Nie ma pewnie rury wydechowej…
- Nie jest już potrzebna. Podobnie jak nie ma chłodnicy i akcesoriów, które w zwykłych samochodach są przy silniku, czyli alternatora, pompy paliwowej czy rozrusznika. Przy przeróbce sprzedajemy wymontowane podzespoły, co obniża koszty. Sam silnik elektryczny w swojej budowie jest bajecznie prosty, ma tylko jeden ruchomy element i trochę elektroniki.


